Po zapoznaniu się ze szkicowym programem, który zawierał zarówno elementy nurkowo-treningowe w kamieniołomie a także nurkowania w jaskiniach, nie do końca wiadomo których, pomyślałam, że nie ma co zastanawiać się co upchnąć do bagażu, czego nie upychać, ile wziąć gramów pasty do zębów a ile zapasowych gaci, tak żeby się zmieścić w limitach przewidzianych przez linie lotnicze i... zaproponowałam Sławkowi przejazd samochodem.

  • fot. Maciek Ogrodnik
  • fot. Maciek Ogrodnik
  • fot. Maciek Ogrodnik
  • fot. Maciek Ogrodnik
  • fot. Maciek Ogrodnik
  • fot. Maciek Ogrodnik
  • fot. Kasia Turzańska
  • fot. Sławek Parzonka
  • fot. Sławek Parzonka
  • fot. Sławek Parzonka
  • fot. Sławek Parzonka
  • fot. Sławek Parzonka
  • fot. Sławek Parzonka
  • fot. Kasia Turzańska

I tak we czwartek tuż po pracy, wyruszyłam "Czarną Perłą" ze Stolicy Tatr w kierunku Krakowa a potem Wrocławia. Chwila oczekiwania na Sławka na stacji - podchodzi chłopak - pyta czy jadę do Niemiec, chce jechać na stopa. Trochę głupio mi było powiedzieć, że "nie będę mieć miejsca"- jak patrzył na kobietę jadącą samą nienajmniejszym autem, ale szczęśliwie po chwili przyjechał Sławek i rozpoczęliśmy przepak, podczas którego chłopak przekonał się, że auto po czubek wypchane zostanie flaszkami i to bynajmniej nie tylko Żubrówką i Soplicą ;)

Podróż minęła sprawnie i przyjemnie i już wieczorem można było poznać się z dużą ilością osób przybyłych z całej Wielkiej Brytanii na spotkanie CDG. Klub jest naprawdę duży i fajnie urządzony - na górze pomieszczenia do spania, na dole kuchnia, wspólny pokój gdzie na ścianach wiszą różne jaskiniowe "starocie", magazyn z linami, drabinkami, sprzętem do ratownictwa a także do wypożyczenia - ilość drabinek zrobiła na nas wrażenie;), łazienka z ciepłą wodą na monetę 20p, suszarnia gdzie można rozwiesić wszystko od typowo "suchojaskiniowych" gratów po nurkowe klamoty. Poza tym wszędzie fajne mapy, plany, szkice, zdjęcia, informacje...

Sobota

Następnego dnia z samego rana przyszykowaliśmy sprzęt i zostaliśmy zabrani przez Claire (sekretarz sekcji Somerset CDG ) do kamieniołomu Vobster, gdzie miała się odbywać główna część warsztatów. Ludzi było naprawdę sporo. Sprzętu też całkiem niemało... Zaczęliśmy od podział na trzy grupy i każda zajęła się innym zadaniem. Nam przypadła na początku konstrukcja podwodna - należało przetransportować stalowe rury oraz elementy umożliwiające ich łączenie i zbudować pod wodą przedłużenie platformy. Okazało się to wcale nie takie proste, zwłaszcza transport ciężkich i długich rur wymagał współpracy kilku nurków. Następnie kręcenie kluczem i łączenie elementów było już jedynie przyjemnością :)

Kolejne warsztaty miały dla mnie osobiście i myślę że dla Sławka też, duże znaczenie, gdyż były związane z nurkowym ratownictwem jaskiniowym. Udało się poznać zalety i wady maski pełnotwarzowej, którą brytyjczycy stosują do ratownictwa dla nurków a także nienurków wymagających transportu przez syfony. Zdarzały się bowiem przypadki uwięźnięcia z powodu przyboru wody w jaskini grotołazów, którzy nie byli nurkami. Dla takiego grotołaza konieczność bycia "przenurkowanym" na drugą stronę syfonu i tak jest potężnie stresującą sytuacją, stąd maska pełnotwarzowa, przez którą on "po prostu oddycha". To co dla "nienurka" lepsze, będzie gorsze dla nurka, ten z kolei niemający doświadczenia z maską pełnotwarzową niechętnie ubierze ją po raz pierwszy będąc poszkodowanym w wypadku. Tak więc ci co chcieli, przetestowali oddychanie w tego typu masce. A wszyscy przetrenowaliśmy transport zarówno powierzchniowy, nawodny i podwodny nurka w noszach. Jest to specjalna wersja noszy do ratownictwa jaskiniowego, przystosowana do potrzeb nurkowych. Spisywały się całkiem przyzwoicie. Przede wszystkim lekkie, wytrzymałe i dające się łatwo wytrymować. Podpatrzyliśmy też gdzie mocować balast;)

Kiedy udało się już nurka w noszach przepchnąć przez wszelkie syfony i zaciski pozostały warszaty trzecie - poręczowanie i szukanie poręczówki na ślepo, czyli jaskiniowe zabawy standardowe - niestety czasu nie pozostało już dużo i trzeba było szybko się zbierać. Dzień upłynął z prędkością torpedy, czyli połowa warsztatów za nami., niestety.

Wieczorem nie zostaliśmy pozostawieni sami sobie - udało się obejrzeć i posłuchać wielu prezentacji o działalności członków grupy, w tym m.in. o ekstremalnych nurkowaniach Martina Robsona na ponad 200m w Blue Lake w Rosji, które zakończyły się szczęśliwie w komorze hiperbarycznej. Martin nie ukrywał wielu szczęśliwych zbiegów okoliczności, które pozwoliły mu wyjść cało z wypadku. Od nas pokazaliśmy filmik z działań w Kasprowej Niżniej - komentarz ze strony wielu Brytyjczyków - macie niesamowitą widoczność w tych jaskiniach. Naprawdę wizura jest taka świetna? Dlaczego tak ich to dziwi okazało się jasne dopiero następnego dnia...

Niedziela

Część Brytyjczyków zdawała egzamin nurkowy w części jaskini Wookey. Natomiast my udaliśmy się z Claire i Ashem do Swildon's Hole. Trzeba było pokonać kilka murków i zielonych łąk by dojść do otworu jaskini. Jaskinia ta bardzo przypomina nasze tatrzańskie jaskinie, prócz tego, że jest w niej jednak cieplej. Temperatura to aż 8C. Początkowo było naprawdę ciepło, jak szliśmy w piankach nurkowych ze szpejem nurkowym na sobie - czyli dwie butle 4l przywieszone na uprzęży. Na początku co prawda butle miałam w worze i niosłam go na plecach aż do drugiego syfonu, następnie jednak trzeba było butle i balast założyć na siebie i przemieszczać się ze szpejem, szczęśliwie nienajwęższymi korytarzami. Tutaj zdecydowanie okazało się, że mały grotołaz to dobry grotołaz. Tam gdzie ja ledwo, ledwo, ale jednak przeciskałam się z worem na plecach, bądź butlami na sobie, tam większy facet - czyli Sławek, musiał znacznie bardziej kombinować - czyli przepychać, podawać, przesuwać się. A ja sobie po prostu szłam... :) Czasem małe ma dobrze. Zupełnie dobrze miała Claire - niższa ode mnie, z jedną butlą, która stanowiła jej zabezpieczenie nurkowania... na bezdechu. Otóż bowiem z 12 syfonów jakie są w Swildon's tak naprawdę sprzętu nurkowego wymaga jedynie 6 i 9 syfon. Resztę da rady dobry nurek free pokonać na bezdechu albo minąć. I tak też spora część grotołazów pokonuje te syfony. Trzeba jednak do nich dojść...

Góra-dół, prożki, schodki, raz trochę węziej, raz szerzej. Idziemy "za wodą", potok płynie spągiem, ale jest mało bystry - Claire zauważa, że to niski stan wody. Od czasu do czasu jakaś salka, ładne nacieki. Skręcamy w lewo, prawo. Stwierdzam, że trzeba zapamiętywać drogę. Claire twierdzi, że jest banalnie prosto wrócić- trzymasz się wody. Czasem jednak tej wody nie ma. Czasem jest jej bardzo dużo - czuję się jak na kanionach-tobogany jednak z butlami tłuczącymi się po bokach tracą swój urok - trzeba uważać by nie uszkodzić zaworów, automatów itp. Studni właściwie nie ma, jest to jaskinia o rozwinięciu poziomym. Jeden większy prożek pokonujemy przy pomocy drabinki, dla nas technika niezbyt popularna - osobiście miałam z drabinkami do czynienia na Słowacji i Węgrzech. Tutaj drabinki się stosuje często, ale w innych częściach Wielkiej Brytanii ponoć nie aż tak. Technika SRT jak najbardziej jest wykorzystywana. Tutaj szczęśliwie nie ma takiej potrzeby, poza jednym prożkiem nie ma na naszej drodze innych pionowych przeszkód. Syfon pierwszy można pokonać na bezdechu-kładziemy się w mętnej, płytkiej wodzie i przeciskamy na drugą stronę. Odległość 2m. Takie nic, ale utknąć głupio by było, a szeroko nie jest. Przed kolejnym można się zaopatrzyć w balast. Kolejne syfony nie przekraczają odległości 10m i głębokości 3m. Za to widoczność tam też nie przekracza 10...cm! Nie widać dosłownie nic. Nie ma znaczenia czy mącimy czy nie, bo wszystko i tak jest już zmącone. Ciasno, trzeba się układać, nie jakoś przesadnie, ale właściwie nie wiadomo jaka jest szerokość syfonów bo nic nie widać. Szczęśliwie lina jest gruba i dobrze zamocowana - trzymając się jej można bezproblemowo "przeciągnąć" się na drugą stronę. Płetwy nie mają zastosowania. Takie właśnie jest brytyjskie "sump diving". Claire i Sławek po przenurkowaniu kilku syfonów zawracają, ja i Ash napieramy dalej-chcemy dojść do końca. Oboje jesteśmy pierwszy raz w tej jaskini. Ja tylko pobieżnie przyglądałam się planom i szkicom - tyle o ile, wierząc, że pójdę do jaskini z kimś kto zna ją jak własną kieszeń. Tak czy inaczej - idziemy dalej, pokonując kolejne syfony. W piątym stan wody jest bardzo niski. Na chwilę się tam zatrzymuję poprawiając elementy sprzętu. Ash poszedł pierwszy. Dochodzę do kolejnego syfonu - to chyba szósty? Poręczówka nie jest jednak już długim, grubym kawałem liny, ale stanowi ją jakiś nibysznurek, coś jak na zawieszenie prania. Mam wątpliwości czy oby na pewno to jest to i czy chcę tam iść. Ash jak na złość zapadł się pod ziemię. Nie wiem czy zanurkował już właśnie tam i idąc za nim zderzę się z nim jak zacznie wracać czy też zanurkował kompletnie gdzie indziej. Rozeznaję teren. Po jakimś czasie Ash się pojawia-twierdzi że był w Syfonie 6, ale nie zamierza iść dalej. Ponoć wanty tam są tak ułożone że w każdej chwili może to wszystko runąć i nie ma się jak asekurować. Po tych zachęcających informacjach postanawiam zajrzeć w czym rzecz i nurkuję w Syfonie 6, jest to pierwszy dłuższy Syfon w Swildon's, a nawet nie tyle dłuższy co głębszy i trudniejszy - płynięcie przez niego, a raczej ciągnięcie się na sznurku owocuje co chwila zderzeniami ze skałą bądź ujrzeniem skały w oświetleniu latarki tuż przed maską. Jest to zaiste ciekawe uczucie-płynięcie w całkowitym mącie a od czasu do czasu widać kawał skały tuż przed maską o który prawie uderzamy głową. Nie myśląc, wyluzowując się całkowicie jest to jednak specyficzne, wcale przyjemne uczucie. Zimno przenikające też całe ciało po szoku wejścia do wody też się uspokaja. Początkowo marzyliśmy o wodzie, niosąc ciężki sprzęt po w większości suchej jaskini. Potem syfony zdarzały się coraz częściej. Pod koniec wejście do nich nie było ulgą-ochłodą, ale aktywnością wymagającą samozaparcia-znów ta zimna woda wlewa się we mnie. Przenurkowałam 6 Syfon - za nim wspinanie w asekuracji liny luźno zwisającej. Trochę bloków skalnych, może rzeczywiście nieco niefortunnie leżących. Tak czy inaczej nie miałam się co zastanawiać czy iść dalej czy nie, jako że Ash nie pozostawił mi wyboru-"ja nie idę". Tak więc wróciłam na drugą stronę Syfonu 6 i wspólnie rozpoczęliśmy drogę powrotną, która nie mogła być prosta i oczywista i pobłądziliśmy trochę w ciasnotach. Prędzej czy raczej później udało nam się wydostać z jaskini i ujrzeć blask zachodzącego słońca. Oznaczało to, że kolejny dzień ma się ku końcowi. Zakończyliśmy go integracją z brytyjskimi grotołazami, tymi którzy jeszcze pozostali w bazie.

Kolejnego dnia skoro świt wystartowaliśmy w kierunku promu i Europy. Sławek wpadł na pomysł, by wykorzystać okazję jazdy przez Belgię i tak zanurkowaliśmy w słynnym Nemo - basenie o głębokości 33m. Było to niewątpliwie ciekawe doświadczenie, zwłaszcza po nurkowaniach z dużą ilością sprzętu nurkowego, w mętnych brytyjskich dziurach. Tutaj dostaliśmy butlę, jackecik i pojedynczy automat. Można było zajrzeć do kesonów - niby cavern i niby środka wraku. Przyjemna zabawa, jednak tym bardziej utwierdzam się w tym, że typ nurkowania, który mi najbardziej odpowiada to właśnie ten wśród skał, stalaktytów i stalagmitów, nieraz błota, zimna, co nie ma zupełnie znaczenia. To co ważne, to piękno, tajemniczość i niesamowitość podziemnego świata, tak innego niż nasz. Banał, aczkolwiek prawdziwy.

Dziękuję bardzo Sławkowi Parzonce za bycie partnerem nurkowym, jaskiniowym, towarzyszem podróży i współkierowcą. CDG Training Camp organizaotorom za zaproszenie i bardzo miłe przyjęcie i ugoszczenie. Dziękuję zwłaszcza Claire Cohen za świetną gościnę oraz organizację wyjścia do Swildon's Hole.

Pośród uczestników byli także nasi rodacy mieszkający w Wielkiej Brytanii :) Serdecznie pozdrawiamy!


Spotkanie Grupy Nurków Jaskiniowych
16. Październik 2015

Spotkanie Grupy Nurków Jaskiniowych odbędzie się podczas Speleokonfrontacji w terminie 20-21 Listopada.

Miejsca na stażu nurkowania jaskiniowego (CDG Training Camp)
07. Kwiecień 2015

Grupa Nurków Jaskiniowych (GNJ) w porozumieniu z jej brytyjskim odpowiednikiem Cave Diving Group (CDG) zrzeszającym nurkujących grotołazów dysponuje 2 miejscami na stażu nurkowania jaskiniowego (CDG Training Camp) w Wielkiej Brytani.

Napromieniowani
04. Marzec 2015

Stare, zalane kopalnie są wyjątkowe pod względem nurkowym. Mają coś wspólnego z jaskiniami - podziemne korytarze i związek ze skałą, w której je wykuto. Z drugiej strony, jako twory ludzkich rąk podobnie jak wraki, dzielą z nimi część zagrożeń jak, niestabilne konstrukcje, ostre, stalowe elementy, ale też udogodnienia, z których wymienić można logiczną nawigację i przewidywalny wygląd korytarzy.