Długi weekend 2003 - W wywierzyskach Słowenii i Chorwacji
Wykorzystując kilka wolnych dni na przełomie kwietnia i maja potocznie znanych "długim weekendem" postanowiliśmy z Pszczółkiem (Andrzejem Szerszeniem) zanurkować w wywierzyskach Słowenii i Chorwacji. Wyposażeni w sprzęt biwakowy, małą sprężarkę, zestaw dwubutlowy i rebreather ruszyliśmy w podróż. Głównym założeniem naszego wyjazdu było wykonanie po jednym nurkowaniu dziennie w każdym z większych odwiedzanych wywierzysk i znalezienie ewentualnych celów następnych ekspedycji.

Biwak
nad Cerknickim Poljem
Jama Suhadolca (Słowenia)
Lokalizacja N 45° 45,89; E 14° 21,16; 560m npm
Pierwsze wywierzysko jakie wzieliśmy "na tapetę" to Jama Suhadolca do której przyjechaliśmy prosto z Triestu. Leży ona na skraju Cerknickiego polja - jednego z największych na Bałkanach. Ponieważ nie znaliśmy dokładnej lokalizacji, zaczęliśmy od kupienia mapy. Okazało się że w Słowenii są bardzo dobre mapy topograficzne obejmujące cały obszar kraju. I tak, z mapą, po kilku godzinach poszukiwania, w nocy, na brzegu jeziora znaleźliśmy jaskinię z której wypływała woda. Zabiwakowaliśmy w odległości 75m, przy drodze biegnącej wzdłuż jeziora, tak by można było wcześnie rano zacząć akcję nurkową.
Jaskinia jest sporych rozmiarów wywierzyskiem, największym w tym rejonie, o długości 700m i głębokości 24m, nie do końca wyeksplorowanym. Na tą długość składają się cztery syfony o zróżnicowanej długości i głębokości. Pierwsze dwa są stosunkowo płytkie i krótkie, podczas gdy ostatnie już znacznie głębsze i dłuższe. Według opisów jest ona najładniejszym wywierzyskiem Słowenii. O takiej opinii zadecydowały prawdopodobnie znaczne rozmiary, czysta woda i bogata rzeźba zalanych korytarzy.

Andrzej szykuje się do nurkowania w Jamie Suchadolca
Zanurkowaliśmy razem. Początkowo ja płynąłem pierwszy, później w połowie trzeciego syfonu Pszczółek wyszedł na prowadzenie. Dopłynęliśmy do rozwidlenia korytarzy, wybraliśmy prawy w którym woda się nieco mąciła. Po kilkunastu metrach dopłynęliśmy do kolejnego rozwidlenia i w tym momencie postanowiliśmy zawrócić. Tutaj nasze drogi się rozeszły. W drodze powrotnej od pierwszego rozwidlenia Pszczółek popłynął w prawy korytarz, gdzie pozostał jeszcze dodatkowe pół godziny, a jak w kierunku otworu - ponaglany przez dźwięki z mojego rebreathera sygnalizujące awarię.

Andrzej wychodzi z syfonu w Jamie Suchadolca
W sumie spędziliśmy pod wodą 1,5 godziny wpływając prawie pół kilometra w głąb jaskini. Jaskinia jest rzeczywiście bardzo ładna i godna polecenia (oczywiście dla nurków jaskiniowych). Niewielka odległość od Polski, łatwy dojazd i brak ograniczeń co do nurkowania jaskiniowego w Słowenii zachęca na pewno do częstszych tam wizyt.
Popołudnie spedziliśmy na suszeniu, porządkowaniu sprzętu i nabijaniu butli, przygotowywując się do następnego nurkowania w oddalonej o ok.80km Jamie Bilba. W drodze na miejsce staraliśmy się objechać wszystkie wywierzyska leżące na obrzeżach Cerknickiego Polja. Z ciekawszych rzeczy które udało się nam zlokalizować to Jama Steberk, Veselova Jama.
Pierwsza z nich to bardzo ładne wywierzysko leżące w lesie o całkowitej długości 90m. Jednak w początkowych partiach jest ona dość ciasna i wymaga nurkowania z butlami 4 litrowymi, których ze sobą nie mieliśmy. Po początkowych ciasnościach rozszerza się do wymiarów 5m*7m. Podobno jest to najlepsza słoweńska jaskinia pod względem fotograficznym.

Andrzej w drodze do otworu - Jama Suchadolca
Druga to zupełna gratka. Znaleźliśmy ją tylko dlatego że na mapie był zaznaczony młyn wodny. Po podejściu na miejsce i rozmowie z młodymi gospodarzami tego miejsca okazało się że nurkował tam słynny "mistrz" i człowiek-legenda Jochen Hasenmayer w roku 1966. Rozwieszony na ścianie przekrój wywierzyska, malowany ręką samego mistrza a także jego zdjęcia, dopełnił magii miejsca. Za niepozorną rurą o średnicy około 0,5m całkowicie wypełnioną wodą zasilająca leżący poniżej młyn, znajdowała się jaskinia o znacznych rozmiarach, wodospadach i wielu syfonach. Właśnie ze względu na ciasne syfony jaskinia ma na swoim końcie pierwszą ofiarę śmiertelną. Na przełomie 2002/2003 gościła tam włoska wyprawa, jednak bliższych szczegółów na razie brak.
Na pewno obie jaskinie są godne uwagi i warte zorganizowania specjalnej wyprawy. Tym bardziej że gospodarze tego ostatniego miejsca są przyjaźnie nastawieni do nurków jaskiniowych.
Wieczorem ruszyliśmy w dalszą drogę na południe kierując się mapą i GPS-em. Niestety nasze zrozumienie języka słoweńskiego okazało się nie wystarczające i tam gdzie oczekiwaliśmy Jamy Bilba było wywierzysko, ale niewielkie spod kilku kamieni w lesie. Również współrzędne geograficzne podane w opisie były złe i nic w tym miejscu nie było. Dopiero szczegółowe przestudiowanie mapy doprowadziło do odnalezienia naszego celu, leżącego całkiem w innym miejscu niż się spodziewaliśmy - 25km dalej. Ostatecznie o godzinie 22.30 byliśmy przy wywierzysku. Na szczęście skończyła się nam fasola więc noce były spokojniejsze.
Jama Bilba (Słowenia)
Lokalizacja N 45° 30.75; E 14° 57.72; 230m npm
Warunki przy dziurze bardzo dobre. Od mostu na drodze którą przyjechaliśmy do wywierzyska do samej wody jest około 30m, a po drugiej stronie mostu miejsce pod drzewami do biwakowania z ławeczkami i stołem. Bilba to krasowe wywierzysko rzeki Rinże która znika pod ziemią w miejscowości Kocevje by po kilkudziesięciu kilometrach pojawić się w właśnie w tym miejscu i po następnych kilkudziesięciu metrach wpłynąć do rzeki Kupa (lub jak kto woli Kolpa), kilkanaście kilometrów na północny-wschód od miasta Brud na Kupie. Wywierzysko jest sporych rozmiarów, aczkolwiek było widać po przepływach że od dłuższego czasu nie padało. Maksymalna głębokość to 20m a długość rzędu 300m. Widoczność waha się od 1m do 8m w zależności od warunków pogodowych.
Po dobrze przespanej nocy wstaliśmy około godziny 8 rano. Uzbroiliśmy sprzęt i po śniadaniu, gdzieś około 11-tej poszliśmy nurkować w wywierzysku Bilba. Jest to właściwie sporych rozmiarów jaskinia. Dostępu do niej chroni pierwszy syfon o długości ok. 200m i głębokości 20m, doprowadzający do podziemnego kanionu o znacznych rozmiarach. Początkowa kanion ten jest wypełniony wodą, następnie wypłyca się ostatecznie przejść w suchy ciąg. Po kilkudziesięciu metrach drogę zamyka następny syfon równie głęboki, aczkolwiek znacznie krótszy (ok.50m). Za nim znowu kawałek suchego ciągu kończącego się salą o średnicy około 15m z której krańca spod piasku wypływa woda - rzeka Rinże która zniknęła pod ziemią wiele kilometrów wcześniej.

Andrzej przy wywierzysku Jama Bilba
Niestety wskutek awarii sprzętu tym razem z mojej winy (woda zalała absorbent) z bólem serca musiałem się wrócić z kanionu za pierwszym syfonem. Pszczółek zaś popłynął do końca, dziurawiąc po drodze o ostrą skałę swój suchy kombinezon. Ogólny czas niezbędny do zwiedzenia tej jaskini to 2,5 godziny. Tyle mniej więcej zajęło jemu dopłynięcie do końca i powrót na powierzchnię. Podczas naszego nurkowania widoczność nie była najlepsza bo wynosiła około 2-3 metrów, a duże rozmiary (rzadko mieliśmy kontakt ze ścianami, zwłaszcza w pierwszym syfonie) zalanych pomieszczeń uniemożliwiały ocenę estetyczną tego miejsca. Również w tym miejscu pierwszy raz zdarzyło mi się zobaczyć proteusa. Na początku myślałem że to kawałek białej rurki igielitowej, ale kiedy uciekła to zrozumiałem swoją pomyłkę.
Jak zwykle po nurkowaniu, jedzenie, suszenie, ładowanie butli i przygotowywanie się do następnego nurkowania. Tym razem już w Chorwacji. Nasze kolejne cele to Majerovo Vrelo i Izvor Sinjac które mają leżeć gdzieś na południowy-wschód od Otocaca. Po drodze próbujemy kupić jakieś mapy, ale okazuje się że jedyne dostępne to mapy samochodowe, które dla nas są nie wystarczające. Być może jest to pozostałość toczącej się tu niedawno wojny. Faktem jest że ani w księgarniach ani na stacjach benzynowych nie można nic kupić. Jesteśmy skazani tylko na informacje które przywieźliśmy ze sobą z Polski.

Suszenie rzeczy po nurkowaniu w Jamie Bilba
W końcu przyjeżdżamy do miejscowości Sinac, w pobliżu której znajdują się aż trzy z pięciu okolicznych wywierzysk. Niestety do nurkowania nadaje się tylko jedno z nich - Majerovo Vrelo. Jest to wywierzysko klasy Blautopfu. Już na oko widać znaczną róznicę pomiedzy słoweńskimi wywierzyskami a chorwackimi. Te drugie są znacznie większe, czystsze i bogatsze w podwodne życie. Perspektywa nurkowania w tym miejscu bardzo nas ekscytuje. Wiemy jednak że w Chorawcji nurkowanie jest zabronione - więc musimy przygotować plan, tym bardziej że Majerovo Vrelo leży w samym środku wsi i jest główna atrakcją turystyczną okolicy. Już po zmroku szukamy miejsca w okolicy by się przyszykować do nurkowania i trochę przespać. Ostatecznie znajdujemy takie miejsce około 300m od wywierzyska na skraju wsi. Szykujemy sprzęt i idziemy spać.
Majerovo Vrelo (Chorwacja)
Lokalizacja N 44° 48,90; E 15° 21,46; 450 m npm
Pobudkę mamy o 4.30 rano. Ubieramy się w kombinezony nurkowe i tak wsiadamy do samochodu. Cała reszta sprzętu już przygotowana, leży w bagażniku. Podjeżdżamy do wywierzyska, parkujemy samochód na skraju drogi, zarzucamy sprzęt na plecy i o godzinie 4.45 rozpoczynamy zanurzenie. Początkowo bez świateł, które włączamy na 20 metrach, przedzieramy się przez bujną roślinność wodną.

Widok na Majerowe Vrelo
W końcu na dnie zapalamy światła, mając nadzieję że nikt nas nie wypatrzy z powierzchni. Przez otwór w dnie o średnicy ok.1,5m wypływa większość wody w tym wywierzysku. Prąd jest tak silny że próby wciągnięcia się do środka trwają kilka minut. Ostatecznie wpływamy do sali leżącej poniżej z dnem na głębokości ok.30m. Prąd jest w dalszym ciągu bardzo silny i praktycznie uniemożliwia poruszanie się na płetwach. Woda jest bardzo czysta i w pełni można podziwiać urok podwodnej jaskini. Z tego miejsca w kierunku północnym odchodzi poziomy, bogato urzeźbiony, tunel o średnicy 5m. Lekko meandrując, na 150-tym metrze zakręca w kierunku południowo-wschodnim, głębokość waha się tutaj pomiędzy 30 a 35m. W odległości 190m korytarz rozdwaja się. Lewa odnoga w kształcie dziurki od klucza i wysokości 7m doprowadza do studni gdzie osiąga się głębokość 42m, by ostatecznie osiągnąć głębokość 52m w odległości 220m od otworu. Prawa odnoga kontynuuje się nadal na tej samej głębokości, aczkolwiek jej wysokość obniża się do 2-4m. Aktualne dno znajduje się na głębokości 92m.
Droga powrotna była dużo łatwiejsza. Wystarczyło tylko uważać na zakrętach a woda niosła sama do otworu. Po 40 minutach byliśmy już z powrotem. Tak bogatej fauny i flory nie widzieliśmy dotąd w żadnym wywierzysku. Jeśli dołożyć do tego krystalicznie czystą wodę, niesamowitą widoczność pod wodą - to miejsce jest naprawdę godne powrotu, ale już z trimixem.
Po wyjściu z wody szybko wsiadamy do samochodu i odjeżdżamy na nasze obozowisko. Standardowo - jedzenie, suszenie, ładowanie butli i zastanawianie się gdzie dalej. Pogoda jest piękna - słońce i ciepło. Jeszcze raz próby znalezienia Izvoru Sinjac spalają na panewce. Nawet miejscowi nie wiedzą gdzie to jest, a my tym bardziej. Ostatecznie decydujemy się dłuższą podróż na południe - do Izvir Cetina. Koło 9 rano ruszamy w dalszą drogę.
Izvor Cetina (Chorwacja)
Mijamy wypalone wsie i pola minowe (to nie żart). Nigdzie nie widać ludzi, wszędzie ślady wojny. Życie widać jedynie w większych miastach. Ponury kontrast w porównaniu z tym co widać na wybrzeżu Adriatyku. Mijamy Gospić, Knin i w końcu o 13-tej zjawiamy się koło wywierzyska. To co tam widzimy przechodzi nasze najśmielsze oczekiwania. To co widzieliśmy poprzednio wydawało się nam niesamowite, ale Izvor Cetine bije wszystko na głowę. Podobne odczucia musieli mieć mnisi którzy w 9 wieku wybudowali cerkiew, która stoi tutaj do dzisiaj. Woda jest bardzo czysta, widoczność ponad 50m. (Kiedy telewizja chorwacka kręciła film o tym wywierzysku kamera z głębokości 60m rejestrowała nurków na powierzchni wody!) No i tłumy turystów dookoła. Dziwna enklawa życia wśród opustoszałych i spalonych domów. Widać że okolica w przeszłości była zamieszkana tylko przez Serbów.
Jak zwykle musimy poczekać aż okolica opustoszeje by niepostrzeżenie wejść do wody. Rozbijamy obozowisko kilkaset metrów od wywierzyska. Jak zwykle trochę jemy, trochę śpimy i przygotowywujemy się. Niecierpliwimy się i w końcu o 18-tej podjeżdżamy samochodem wypakowanym sprzętem na brzeg.

Widok na Izvor Cetina
Wywierzysko jest duże, okrągłe, o średnicy ok. 80m. Z brzegu widać bardzo stromo opadające dno i przechodzące szybko w ciemnobłękitną czeluść o średnicy około 20m opadająca pionowo do głębokości 75m. Tam pion zmienia się w pochylnię o nachyleniu 45° schodzącą do głębokości 115m. Stamtąd w nieznane odchodzi horyzontalny ciąg. Dodatkowo na głębokości 30m odchodzi w górę pochylniami ciąg boczny kończący się w podziemnej sali na poziomie głównego lustra wody. Podobnie jest na głębokości 40m. Tam też odchodzi ciąg boczny wznoszący się prawie do powierzchni i następnie ponownie opadający do 40m i dalej.
Jak przystało na rekonesans nurkujemy z Pszczółkiem do głębokości trochę poniżej 50 metrów. Pszczółek zanurza się w ciąg boczny na 40m a ja w ciąg boczny na 30m. Wrażenia są niesamowite. Czegoś takiego jeszcze nie widziałem. Ani Pszczółek. Ja wynurzam się pierwszy ze względu na krótsze czasy dekompresji i z brzegu widzę jak Andrzej pływa wokół na głębokości około 20m. Idealnie gładka i czysta woda. Na powierzchni jesteśmy przed 8-ą. Jest jeszcze wystarczająco jasno i ciepło by podsuszyć rzeczy i spakować się.
Jeszcze przed zmrokiem ruszamy w dalszą drogę. Tym razem na Pag, do Rafała Góreckiego, uzupełnic zapasy tlenu i podładować akumulatory do naszego oświetlenia. Następny dzień do późnego popołudnia spędzamy nie robiąc nic.
Divje Jezero (Słowenia)
Lokalizacja N 45° 58,95; E 14° 01,67; 340 m npm
Już w drodze powrotnej do Polski zahaczamy o Divje Jezero. Dla mnie będzie to drugie nurkowanie w tym miejscu, dla Pszczółka pierwsze. Na miejscu jesteśmy ok. 23-tej. Po zjedzeniu czegoś ciepłego przenosimy rzeczy nad wywierzysko i ubieramy się.
Wywierzysko jest imponujące, ma wymiary 60m na 40m i znaczną głębokość co najmniej 160m co stawia je w rzędzie najgłębszych na świecie. Odwadnia obszar ponad 125km kwadratowych, a wydajność dochodzi do 100m3 na sekundę. Jest położone ok. 2km na południe od miasta Idrija. Doprowadza do niego asfaltowa leśna droga. Zaraz przy samym wywierzysku znajduje asfaltowy parking z ławeczkami idealny do przebrania. Na parkingu jest plan i przekrój wywierzyska niezwykle pomocny w zaplanowaniu nurkowania. Wszystko jest bardzo dobrze oznakowane. Z parkingu jest około 30m do samej wody idąc brzegiem strumienia. Zejście do wody jest bardzo łatwe.
Tym razem warunki do nurkowania są znacznie gorsze niż poprzednim razem. Pomimo słabszego przepływu niż ostatnio, widoczność drastycznie spadła i wynosiła około 2 metrów. Woda pełna była zielonych glonów, będacych prawdopodobnie efektem wysokich temperatur na powierzchni i slonecznych dni. Nurkujemy głebiej niż poprzednio, na ponad 50m. Z dna jeziorka leżącego na głębokości ok. 20m odchodzi sporych rozmiarów korytarz (10m średnicy) coraz bardziej stromy by po około 200 metrach przekroczyć głębokość 50m. Tutaj zawracamy. Głębsze nurkowania zostawiamy sobie na następny raz, tym bardziej że to wywierzysko jest bardzo niebezpieczne. Zwodząc pozorną łatwością Divje Jezero pochłonęło już trzy ofiary śmiertelne. Całość nurkowania zajęła nam około 40 minut.

Włodek przed Divje Jezerem
Po godzinie drugiej idziemy spać, pogoda nam sprzyja tak że ze śpiworami kładziemy się na asfalcie. Ku naszemu zdziwienie nie wzbudzamy wiekszej sensacji. Dla pasażerów przejeżdżających obok nas samochodów to chyba widok normalny. Miejscowi są chyba przyzwyczajeni do koczujących tutaj płetwonurków. Spędzamy jeszcze kilka godzin na suszeniu się i pakowaniu i wczesnym popołudniem ruszamy w dalszą drogę. Tym razem drogę powrotną do domu.
Już w Austrii w okolicach Salzburga zaglądamy do kolejnego wywierzyska - Schwarzbach. Jest bardzo duże, ale wynika to głównie z topniejącego śniegu w Gollu. Więc w suchych miesiącach na pewno jest mniejsze. Przy okazji dowiadujemy się o różnych ograniczeniach które praktycznie czynią niemożliwym nurkowanie w wywierzyskach na terenie Salzburga.
[Więcej zdjęć...]
Włodzimierz Szymanowski
Copyright © 2004 Grupa Nurków Jaskiniowych KTJ PZA, ver. 6.0
|