Subskrybuje zawartość


Nasze zdjęcia!


Wyprawa do Francji (Departament Lot)

25. Maj 2007

Rozbudzone we włoskich wywierzyskach apetyty na nury w prawdziwych jaskiniach zaprowadziły nas podczas tegorocznej majówki do Francji. W planach znalazły się jaskinie: Emergence du Ressel, Source de Landenouse, Trou Madame, Fontaine du Truffe, Gouffre de Cabouy, Fontaine St. Georges.

Początkowe, spokojne plany w miarę analizowania zużycia gazów i profili dekompresyjnych stały się trochę bardziej agresywne; z zakładanych penetracji na 400-500m w większości jaskiń postanowiliśmy zrobić 700-800m od otworu, dokładając kolejne butle boczne.
Emergence du Ressel
Emergence du Ressel
Pierwsze nurkowanie w Ressel przeprowadziliśmy na ok. 400m od wejścia, do studni opadającej na głębokość 45m. Jako gazów użyliśmy Ean32 i O2, jako dodatkowe zabezpieczenie mieliśmy jeszcze po stage z trimiksem; planowaliśmy właśnie na tym gazie zanurzyć się na dno studni i chwilę się tam porozglądać. Dotarcie do studni i powrót wykonaliśmy różnymi drogami, więc mimo stosunkowo małego dystansu pokonanego w jaskini udało się sporo zobaczyć; widać że jaskinia jest często odwiedzana, min. po ilości markerów pozostawianych na pamiątkę przez nurków. W porównaniu z innymi jaskiniami, w których nurkowaliśmy było dość „tłoczno”, szczególnie przy wejściu; świetnie wyglądał siedzący na kamieniu (pod wodą) instruktor w rebriderze obserwujący jak kursant radzi sobie z poręczowaniem. Przez kolejne dni mijaliśmy się też pod wodą z grupą Hiszpanów śmigających na skuterach.

Przed naszym drugim nurkowaniem swoje pierwsze nurkowanie jaskiniowe zrobiła siostra Michała, Kinga; pokonuje 50m pod stropem Ressel, w konfiguracji bocznej 2*4 L, światło na kasku, worek wypornościowy własnej produkcji – prawdziwe francuskie klimaty, wzbudza małą sensację wśród DIR-Cave-Nurków.

Drugie wspólne nurkowanie (trzecie na wyprawie), również w Ressel było zaplanowane na około 800m od otworu, ale bardziej miał mnie limitować zapas gazu; miałem tylko jednego stage z trimiksem, jako gazu podróżnego użyłem powietrza (Michał miał 2x80cf z 21/35). Co prawda dla wielu są to głębokości powietrzne, ale my już od dłuższego czasu poniżej 45m używamy TMX 21/35 i nie chciałem tego zmieniać. Zaczynamy nurkowanie obwieszeni butlami, które kolejno zrzucamy w jaskini, tlen przy wejściu, EAN50 przy shafcie; na dnie studni przechodzimy na TMX i mkniemy dalej. Po 30 minutach na głębokości ok. 50-54m i osiągnięciu zakładanych 800m kończymy naszą eksplorację. Jaskinia przepiękna, bardzo dobra widoczność, im dalej w głąb jaskini tym lepiej, w głębokiej partii jaskini kilkadziesiąt metrów widoczności. Pierwsze deepstopy w studni od 36m i sporo czasu na dokładne oglądanie jaskini. Po ponad dwu godzinach kończymy nurkowanie, czas więc znów trochę pohałasować i odpalić sprężarkę. Tylko tego dnia wykonaliśmy dwa tak długie nurkowania, całą akcję kończymy przed 23.

Source de Landenouse
Source de Landenouse
Następnego dnia jedziemy do Landenouse (do przeprowadzenia nurkowania bardzo przydaje się sprzęt speleo:lina, karabinki, płanieta....); tutaj i w Trou Madame najdłużej trwa transport sprzętu przed nurkowaniem. Cały sprzęt należy opuścić na linach ok. 5-6 m w studni wejściowej. Jaskinia naszym zdaniem ciekawsza niż Ressel, często zmienia kierunek i swój charakter wewnątrz. Podczas ponad dwugodzinnego nurkowania osiągnęliśmy około 800-850metrów od otworu. Widoczność również była wspaniała.

Tego dnia Michał zrobił jeszcze nurkowanie w Gouffre de Lantouy, ja udałem się na zwiedzanie okolicy. Fajne miejsce na biwak, urocze jeziorko wejściowe, ale bardzo silny prąd wewnątrz jaskini, łatwo mącąca się woda i zacisk na 25m sprawiły, że tutaj właśnie zakończył swoje nurkowanie.

Gouffre de Lantouy
Gouffre de Lantouy
Kolejny dzień i kolejna jaskinia-jedziemy do Trou Madame; w przypadku tej jaskini najbardziej obawialiśmy się kłopotów z jej odnalezieniem, ale jak okazało zdobyte przed wyjazdem współrzędne GPS były wystarczająco dokładne. Z pewnością nie jest to jaskinia dla osób lubiących wysypać sprzęt z samochodu prosto do wody; wszystko trzeba przenieść ok. 200-300m idąc korytem strumienia, szczególnie upierdliwe jest ostatnie 50m już wewnątrz jaskini przy niskim stanie wody. Poza trudami transportowymi idealna jaskinia do robienia kilometrów na skuterach. Nam wystarczyło sił i gazu na pociągnięcie z płetwy 1200m od otworu. Średnia głębokość operacyjna to około 5m (maksymalna około 15m), więc nawet tylko z twinem na plecach można popłynąć baaardzo daleko; my zabraliśmy dodatkowo po stage 11L. Całe szczęście że płytko i można się wynurzać między syfonami bo za 7 syfonem ledwo zdążyłem rozpiąć Michałowi skafander tak wzrosło mu ciśnienie w pęcherzu. Piękne nurkowanie. Warunki „wodne” chyba najlepsze ze wszystkich jaskiń, które odwiedziliśmy. Po tym nurkowaniu Michał nurkuje z Kingą. Pokonują połowę I syfonu. Kinga choć zmarznięta (przez cienką piankę) jest zachwycona. Michał zadowolony z poczynań siostry. Rośnie kolejny członek cave-zespołu.

Trou Madame
Trou Madame
Dzień czwarty – po bolesnych poszukiwaniach jaskini przez Michała: Fontaine du Truffe – jaskinia dla leniwych, tu daje się zaparkować samochody 5m od otworu. Małe, mętne jeziorko z przewężeniem/zaciskiem w wejściu; Michał przeciska się z twinem, ja decyduję się na sidemount. Tym razem trochę wprowadził nas w błąd opis z netu, za drugim syfonem miała znajdować się trudna do pokonania pionowa szczelina, wywspinanie której miało być problemem. Po wynurzeniu za drugim syfonem parsknąłem śmiechem, zdjąłem stage i po chwili byłem już przy trzecim syfonie, nie mieliśmy jednak tego w planie, poza tym rzeczywiście przeciągnięcie twina przez 30m w jaskini mogło by być kłopotliwe. Jaskinia bardzo piękna, wspaniała widoczność, szczególnie w drugim syfonie. I syfon cały czas bardzo obszerny, II z kolei ciasny i pokręcony. Jedno z nurkowań życia…

Fontanie du Truffe
Fontanie du Truffe
Po tym nurkowaniu dzielimy się na dwa zespoły: jeden (Ryś i Paula) udaje się nad morze a drugi (Matti, Kinga, Monisia, Majki) kontynuuje nurkowania jaskiniowe. Tego wieczora po poszukiwaniach Gouffre de Cabouy zakończonych sukcesem rozbijamy obóz przy jeziorku wywierzyska. Część ekipy udaje się na rekonesans do pobliskiego otworu Gouffre de Poumayssen. Stan wody niski ale widoczność kiepska, około 5m. Zmęczeni wrażeniami szybko zasypiamy. Wstajemy jednak „skoro świt” i udajemy się na rekonesans wywierzyska Source de St Sauveur. Jeziorko przepiękne ale przejrzystość wody pozostawia wiele do życzenia; podobnie jak w Poumayssen. Po śniadaniu Michał robi samotne nurkowanie w Cabouy. Podczas półtoragodzinnego nurkowania osiąga 500m pasażu przy maksymalnej głębokości około 33m. Jaskinia jest ogromna a widoczność słaba, prawie nigdzie nie udało się ogarnąć wzrokiem całego korytarza. Było to dość obciążające psychicznie nurkowanie. Z radością powitałem wdzierające się do jaskini światło dnia…

Gouffre de Cabouy
Gouffre de Cabouy
Ok., zacząłem to kontynuuję opowieść. Aby się troszkę odstresować ruszamy do pobliskiego miasteczka Rocamadour. To starożytne miasto oferuje bardzo wiele. Posiada mnóstwo tajemniczych zakamarków, czuje się tchnienie średniowiecza. Cudowny klimat psuje trochę całe mnóstwo sklepików z tandetnymi pamiątkami oraz hordy zwiedzających ale cóż, taki urok słynnych miejsc… Ale za to widoki zapierają dech w piersiach.

Po tym długim dniu udajemy się ponownie do Truffe. Rozbijamy obóz, odpoczywamy a potem, na zakończenie dnia robię długie, bardzo spokojne nurkowanie. Wynurzam się między II a III syfonem i wsłuchuję się w ciszę. Jest tak cicho, że aż bolą uszy, aż dudni w głowie. Po chwili poczułem się bardzo samotny i bardzo daleko od swoich ukochanych dziewczyn. Czas wracać. Odpaliłem światła i zanurzyłem się w chłodnej, krystalicznie czystej wodzie.
Rocamadour
Rocamadour
Poruszałem się bardzo wolno, mijałem kolejne zapamiętane markery, kolejne zakręty korytarza. Dość sprawnie i szybko pokonałem partię między I a II syfonem i zanurzyłem się w I syfonie. Gdy byłem już bardzo blisko otworu, tęsknota za rodziną ustąpiła. Wisiałem w bezruchu i zachwycałem się tym cudem natury. Potem znów spokojnie zacząłem płynąć do przodu. Po kolejnych 100m zamajaczyło przede mną bardzo słabe światło otworu. Porozglądałem się jeszcze trochę i udałem się w stronę wyjścia. Przecisnąłem się przez zacisk, który tym razem chwilę mnie przytrzymał i po chwili wynurzyłem się w jeziorku. Poczułem się szczęśliwy. Cudowne są te solowe nurkowania jaskiniowe. Człowiek przeżywa rzeczy nieosiągalne nigdzie indziej. Poznaje własne Ja, własne lęki i pragnienia. Po takim nurkowaniu czuję się tak wyciszony, tak spełniony jak po spowiedzi życia albo czymś takim. Naprawdę można odnaleźć Sens.

Fontanie du Truffe
Fontanie du Truffe
Zaczyna padać więc robimy dach z dużej plandeki. Rozmowy, posiłek, toczenie gazów, ładowanie butli i znów sen. Odpoczynek przed ostatnim dniem nurkowym. Ciii… Na ostatni dzień nurkowy wyprawy zostawiliśmy jaskinie Fontanie de St George i Source de la Finou. Obie odnaleźliśmy „z marszu”. Przy St George duża ilość nurków; widać bardzo popularna jaskinia nurkowa. Widoczność w jeziorku mało zachęcająca, na oko podobnie jak w Poumayssen. Jak to jednak często w życiu bywa pozory mylą; mimo widoczności „tylko” około 10m, St George okazuje się jedną z piękniejszych jaskiń, nurkowanie również. Podczas półtoragodzinnego nurkowania zostaje osiągnięte 600metrów od otworu z maksymalną głębokością w okolicach 29-30m. Jaskinia bardzo duża (ale nie tak jak Cabouy). Widoczność na tyle dobra, że w zasięgu wzroku cały czas pozostawały ściany, strop i spąg. Dostałem nagrodę… średniowieczną, cenną monetę… Znalazłem ją podczas przystanku dekompresyjnego na spągu jaskini, już w zasięgu światła dziennego.

Fontaine de St George
Fontaine de St George
Source de la Finou
Source de la Finou

Po małym zwiedzaniu okolicy i obiadku udajemy się do kolejnego wywierzyska – Source de la Finou. Jak napisałem wcześniej odnaleźliśmy ją bez problemu, przy okazji kolejne wywierzysko – Fontanie du Lombard. Jeziorko małe, podobne jak Truffe, jednak z bardzo przejrzystą wodą. Naokoło jeziorka kilka tablic ostrzegających, że jesteśmy na terenie prywatnym i nurkowanie jest zabronione.

No i oczywiście jak to zwykle bywa wyprawa zakończyła się zbyt szybko. Ooo, zdecydowanie zbyt szybko… Powrót prawie 2200km był dłuuuuugi i bolesny. Udało się jednak szczęśliwie wrócić do domów i raczyć Was, Szanowni tą opowieścią… Podczas wyprawy udało nam się zobaczyć następujące jaskinie: Emergence du Ressel (400m, 50m, 800m) Source de Landenouse (850m) Gouffre de Lantouy (50m) Trou Madame (1200m, 50m) Fontanie du Truffe (300m, 300m) Gouffre de Poumayssen Gouffre de Cabouy (500m) Source de St Sauveur Fontanie de St George (600m) Source de la Finou (300m)

tekst: Michał 'Majki' Winek, Ryszard Deneka

Zobacz także: