Po tej akcji pomiędzy Syfonem Krakowskim a Syfonem Mysi pozostały 2 butle 4l oraz cztery butle gotowe do użycia przed Syfonem Krakowskim. Tak przygotowany sprzęt umożliwił przeprowadzenie eksploracji podczas jednej szychty nurkowej.

W akcji wzięli udział nurkowie Wiktor Bolek i Michał Gignal. Zespół wspomagający składał się z czterech osób: Krzysztof Jabłoński, Piotr Jarosz, Wojciech Skoczylas i Norbert Ziober (wszyscy SG Wrocław).

Zasadniczą trudnością, związaną z nurkowaniem w Syfonie Mysi, jest konieczność transportu sprzętu przez szczelinę Dzikich Kaskad pomiędzy syfonami. Na zaporęczowanie tego odcinka zużyto 120 m lin. Pokonanie tego odcinka jest męczące, gdyż trzeba się tam poruszać w kombinezonie nurkowym niosąc ciężki szpej z butlami. Każdy kombinezon nurkowy znacznie ogranicza możliwość wykonywania ekwilibrystycznych ruchów.

W celu zminimalizowania wysiłku potrzebnego na pokonanie tego odcinka udoskonaliłem swój gidrokostium. Gidrokostium to suchy kombinezon nurkowy produkcji b. Związku Radzieckiego wykonany ze zwulkanizowanej gumy. Jego zaletą jest elastyczność, przez co nie ogranicza ruchów, oraz mała objętość, dzięki czemu zajmuje znacznie, mniej miejsca w szpeju niż suchy skafander z trylaminatu czy zwykła pianka. Modyfikacja gidrokostiumu polegała na wklejeniu nowych manszet oraz suchego zamka. Ponieważ planowałem pokonywać w nim jedynie płytkie syfony, to nie zamontowałem ani zaworu dodawczego ani nadmiarowego. Brak takich wystających części z kombinezonu znacznie ułatwia pokonywanie ciasnych miejsc.

Przy tak przygotowanym sprzęcie sprawnie pokonałem z Michałem Syfon Krakowski i Syfon Magdy. Spakowaliśmy sprzęt niezbędny w III Syfonie i zaczęliśmy wychodzić Dzikie Kaskady. Prawdziwa walka rozpoczęła się przy dojściu do podstawy wodospadu. Ten odcinek można pokonać na dwa sposoby. Podczas akcji w styczniu zaporęczowaliśmy górny odcinek, który prowadził suchą, ale ciasną szczeliną. O ile można było tamtędy stosunkowo łatwo zjechać, to wyjście z ciężkim szpejem wymagało koszmarnego wysiłku. Przejście tego odcinka do góry mokrą drogą, przez którą odbywała się eksploracja, wydaje się sensowniejszym rozwiązaniem. W zimie rozbryzgi ze spadającego wodospadu nie są zbyt gwałtowne. Tym razem ja wybrałem mokrą drogę, a Michał suchą.

Po wyjściu wodospadu zacząłem na brzegu jeziorka przygotowywać sprzęt do nurkowania. W pewnej chwili Michał krzyknął, że nie ma pasa balastowego. W pierwszej chwili myślałem, że żartuje. Jeszcze przed chwilą ironizowaliśmy, że rozpiszemy konkurs na najbardziej niebanalny powód wycofania się z akcji. Czyżby to właśnie miał być taki powód?! Michał rzucił się na poszukiwanie pasa. Mógł go przecież zgubić podczas szamotania się w suchym obejściu. Po zjechaniu dwu prożków odnalazł go. Leżał na dnie szczeliny. Jednak przy upadku złamała się plastikowa klamra. Musiałem zawiązać pas na sobie za pomocą sznureczków.

Na początku jeziorka wbiłem spita, do którego przywiązałem poręczówkę (średnica 6mm). Ruszyłem w głąb jeziorka. W tych nurkowaniach nie używaliśmy płetw, bo więcej było przeciągania się niż pływania. Tuż przed syfonem było przewężenie, w którym zaklinowały mi się butle. Przez chwilę musiałem się tam poszamotać, zanim udało mi się przejść na drugą stronę. Niestety woda w syfonie kompletnie zmąciła się. Nie mogłem znaleźć właściwego miejsca, w którym powinienem się wcisnąć do studni. Wbrew zapewnieniom Włodka nie było tu odpowiednich występów skalnych, na których mógłbym zastabilizować poręczówkę. Po chwili udało mi się zanurzyć na głębokość -1.5m. Nad kaskiem miałem strop, pod kaloszami wyczuwałem ciasną szczelinę. Doszedłem do wniosku, że Włodek musiał coś przesadzić z tą 5m studnią. Bałem się dalej przeciskać przy źle zastabilizowanej (a w zasadzie w ogóle nie zastabilizowanej) poręczówce. Wynurzyłem się na powierzchnię. Na gliniastej półeczce zostawiłem ciężarek, do którego przywiązałem poręczówkę, tak by wskazywał prawidłowo w zmąconej wodzie najszersze miejsce w szczelinie. Zanurzyłem się ponownie. Poszło jakoś łatwiej. Znalazłem się na -5m. Widoczność wynosiła 20-30 cm. Nogami wyczułem, że szczelina rozszerza się. Widoczność poprawiła się. Szczelina miała około 1 m szerokości. Byłem na -10m. Obróciłem się by obejrzeć przeciwną stronę szczeliny. Oniemiałem z wrażenia. Przede mną otwierała się krystalicznie czysta toń wody. Widoczność wynosiła w tym miejscu co najmniej kilka metrów, czyli tyle, ile światła dawały latarki. Szczelina rozszerzała się w dół i w poziomie (na południe). Pionowe ściany były gładkie. Nie było jak zastabilizować poręczówki. Zaklinowałem w szczelinie ciężarek. Zanurzałem się dalej. Pode mną nie było ani śladu dna. Było coraz szerzej. Byłem przygotowany tylko na płytkie nurkowanie. Nie mogłem wyrównywać pływalności. Byłem na -15m. Poniżej szczelina rozszerzała się do ponad dwu metrów. Nie mógłbym się tam już zapierać w celu wynurzenia się. Mógłbym się co najwyżej podciągnąć na poręczówce - była wystarczająco gruba. Niestety nie była do tego celu prawidłowo zastabilizowana. Wolałem nie ryzykować dalszego zanurzania. Zablokowałem linkę na kołowrotku, który zaklinowałem w szczelinie. Rozpocząłem ostrożnie wynurzanie. Bez większych trudności znalazłem się na powierzchni. Krzyknąłem do Michała, aby mi pomógł przenieść butle - ale nie odpowiedział. Dopiero jak się do niego zbliżyłem, to Michał wybudził się z głębokiego snu.

Bez większych przygód (jeśli nie liczyć rozdarcia i zalania gidrokostiumu w Syfonie Krakowskim) przetransportowaliśmy cały sprzęt przed syfony.

Syfon Mysi okazał się znacznie większy, a zwłaszcza głębszy, niż początkowo przypuszczałem. W tej chwili jest to najgłębszy syfon w Systemie Wielkiej Śnieżnej - Litworowej. Jednak jego dalsza eksploracja będzie wymagała olbrzymiego nakładu sił i środków.


Śnieżna Studnia – Nurkowanie w Syfonie Drzemiącym
31. Maj 2019

Mijają właśnie 24 lata od ostatnich dużych odkryć w Syfonie Drzemiącym. Na przestrzeni lat nurkowali tu m. in. Wacław Kozieł, Wiktor Bolek, Michał Stajszczyk oraz Krzysztof Starnawski. Od wielu lat zastanawiałem się nad nurkowaniem w tym miejscu. Na podstawie dostępnych informacji wiedziałem, że aby nurkowanie tam miało sens muszę je zaplanować z dużym, jak na Tatry, rozmachem.

Turystyczna akcja w jaskini Dudnica
13. Styczeń 2015

Relacja z nurkowania w tej świetnej tatrzańskiej jaskini treningowej. Jak się okazało - także naprawdę urzekającej pod wodą..... co można zobaczyć na załączonym filmie z akcji.

Akcja eksploracyjna w Kasprowej Niżniej
13. Styczeń 2015

W dniach 9-10 I 2015r wykonaliśmy akcję eksploracyjną w Jaskini Kasprowej Niżniej. Do jaskini weszliśmyw piątek ok. godziny 8 rano, natomiast wyszliśmy w sobotę ok. 19. Dotarliśmy do Partii Końcowych i zaatakowaliśmy Komin Wyjściowy.